XIV Niedziela Zwykła

ks. Adam Woch

Kraśnik, 7 lipca 2024 r.

Moc w słabości się doskonali

Samowystarczalność to znak rozpoznawczy naszych czasów. Naszym mottem jest często wers z utworu Oda do młodości Adama Mickiewicza: „Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem”, czy też z wiersza Niezwyciężony (Invictus) autorstwa Williama Henleya: „Jestem panem swojego losu; Jestem kapitanem mojej duszy”.

Istotą grzechu ludzkiego jest samowystarczalność, pycha, egoizm,… Istotą chrześcijaństwa jest uznanie braku ludzkiej samowystarczalności i zwrócenie się do Boga. I o tym mówi dzisiejsze drugie czytanie, które jest dla mnie jednym z najbardziej intrygujących i niewyjaśnionych fragmentów Pisma Świętego.

Na podstawie tego tekstu z drugiego listu św. Pawła Apostoła do Koryntian możemy na samym początku zadać sobie pytanie: Co oznacza ten oścień, czy też cierń w ciele Pawła Apostoła?

Gąszcz domysłów zapełnia karty literatury teologicznej. Napisano wiele stron, próbując wyjaśnić znaczenie tego „ciernia w ciele”. Wśród wielu hipotez są to: wyrzuty sumienia związane z prześladowaniami chrześcijan, udręka z powodu odmowy wiary w Ewangelię przez Izrael lub depresja. Inni sugerują, że cierniem były prześladowania ze strony Żydów lub Rzymian. Inni przypuszczają, że cierń był jakąś fizyczną chorobą. Listę tych chorób czyta się jak słownik medyczny. Większość z nich jest możliwa, niektóre są prawdopodobne, ale żadnej z nich nie można do końca udowodnić.

Paweł powiedział, że „został mu dany oścień dla ciała” i tak naprawdę nie wiemy, co miał na myśli, ale gdyby liczyły się szczegóły, to prawdopodobnie by nam powiedział. Być może nigdy nie dowiemy się, co oznaczał ów oścień. Jednak, aby to pojąć, musimy wziąć pod uwagę możliwość odniesienia ciernia czy też ościenia, który został dany Pawłowi do Męki Pańskiej. Wiemy, że po włożeniu korony cierniowej na głowę Jezusa, żołnierze bili Jego głowę trzciną (Mt 27,30; Mk 15,19). Co więcej, korona cierniowa Jezusa wraz z purpurową szatą i trzciną stały się narzędziami zniewagi i upokorzenia w rękach żołnierzy, którzy szydzili z królewskiej godności Jezusa. Dotyczyło to tożsamości Chrystusa, tego kim On jest.  W tym świetle dyskusja Pawła Apostoła w Koryncie osiąga swój punkt kulminacyjny w odniesieniu do prawomocności jego apostolstwa. Paweł musi bronić swojej tożsamości przed krytyką ze strony swoich przeciwników. Paweł oświadcza, że jego słabość stała się jego tożsamością, ponieważ jest miejscem, w którym objawia się moc Chrystusa. Słabość Pawła staje się miejscem Boskiej mocy. W ten sposób nastąpiło połączenie słabości Pawła z mocą Chrystusa. Przeciwieństwo siły i słabości stało się istotną rzeczywistością w życiu Apostoła.

Coś niesamowitego, dla człowieka, który można powiedzieć, że wywracał do „góry nogami” wizję antycznego świata. Jakby tego było za mało, to nie możemy zapomnieć, że Paweł został pomylony z greckim bogiem Hermesem przez lud Listry, o czym można przeczytać w Dziejach Apostolskich. Był apostołem, który zaatakował nawet Piotra, gdy ten był w błędzie. Ale przede wszystkim, jak mówi tutaj sam Paweł, miał przywilej otrzymywania objawień od Jezusa Chrystusa.

I pomimo tego wszystkiego Paweł doświadczał cierpienia i braku samowystarczalności, co zostało dopełnione zapewnieniem samego Chrystusa: „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali”.

Po co został dany Pawłowi oścień dla ciała? Odpowiedź na to pytanie znamy od samego Apostoła, i abyśmy tego nie przeoczyli wspomina on o tym dwa razy. Werset 7 na początku: „aby nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień” i na końcu: „żebym się nie unosił pychą”.

Dzisiaj każdy z nas może zadać sobie pytanie: jaki jest mój oścień i jaki jest jego sens?

Być może zmagasz się z intensywnym bólem fizycznym. Może to być rak lub też śmiertelna choroba bliskiej Ci osoby. Może to być ból emocjonalny wynikający z zerwanych związków, odrzucenia, samotności, stresu, oszczerstwa, plotek, niezrozumienia lub ostrej i niesprawiedliwej krytyki. Możesz być zranionym rodzicem lub zranionym dzieckiem przechodzącym przez rozwód swoich rodziców. Mogą to być straty finansowe lub bankructwo. Może to być cokolwiek, co sprawia Ci ból. Nie odrzucaj tego i nie bądź zły na Boga, ale pozwól Mu działać poprzez swoją słabość.

Podobnie jak Paweł, kiedy po raz pierwszy spotykasz cierń, modlisz się długo i usilnie, aby Bóg go usunął. Wtedy twoja modlitwa prowadzi cię do uświadomienia sobie, że odejmowanie nie jest w tym przypadku duchową matematyczną operacją Boga. Nie! Bo, gdy prosisz Boga, to On odpowiada: „Wystarczy ci mojej łaski !”

Moc Boża osiąga swoją pełnię w ludzkiej słabości. I to jest łaska!

W filmie (Frank vs. God ) Stewarta Schilla z 2014 roku możemy usłyszeć następującą wypowiedź:

„Prosiłem o siłę
i Bóg dał mi trudności, by uczynić mnie silnym.
Prosiłem o mądrość
i Bóg dał mi problemy do rozwiązania.
Prosiłem o odwagę
i Bóg dał mi niebezpieczeństwa do pokonania.
Prosiłem o miłość
i Bóg dał mi nieszczęśliwych ludzi, bym im pomagał.
Prosiłem o przysługę,
a On dał mi sposobność.
Nie otrzymałem nic, czego pragnąłem.
Dostałem wszystko, czego potrzebowałem.
Moja modlitwa została wysłuchana”.

Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata

Ks. Adam Woch

Kraśnik, 22 listopada 2020 r.

Dobry i sprawiedliwy pasterz to nie „lizus” ani „narcyz”

Dzisiejsze czytania biblijne ukazują nam Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata poprzez pryzmat „Pasterza”. Do obrazu troskliwego i odpowiedzialnego pasterza nawiązuje prorok Ezechiel, Psalmista i sam Jezus Chrystus. Z czytań tych możemy się dowiedzieć, co należy do obowiązków i przywilejów pasterskich. „Dobry Pasterz” to ten, kto zapewnia „owcom” wszystko czego one potrzebują do wzrostu i osiągnięcia celu. W prosty sposób wyraża to Psalmista: „Pan jest moim pasterzem: niczego mi nie braknie” oraz „Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną przez wszystkie dni mego życia i zamieszkam w domu Pana po najdłuższe czasy”. Można powiedzieć, że nasz wzrost dotyczy całego życia, a celem jest „zamieszkanie w domu Pana po wieczne czasy”.

W dzisiejszych czytaniach w jasny sposób ukazany jest proces integracji pasterza ze wspólnotą, która została powierzona jego opiece. Jest to możliwe tylko dzięki współdziałaniu, które prowadzi do zamierzonego celu.

Z tymi wzajemnymi interesami i celami w naszym życiu jest różnie. Powtórzę  w tym miejscu zasłyszany w tamtym roku żart: „Jeden z pracowników średniej firmy żali się do kolegi: „zobacz to już trzeci nowy samochód naszego szefa, miesiąc temu kupił nowy apartament w Warszawie, posłał dzieci na studia do Anglii i cały czas mówi, że nie ma pieniędzy, aby nam podnieść pensje. Widzisz – odpowiada drugi – on się tylko dzięki nam nieco wzbogacił, a nam za to pozwolił przeżyć”. W ten właśnie humorystyczny sposób ukazana została sprzeczność wspólnych interesów i celów.

Prorok Ezechiel mówi nam o wzajemnym wypełnianiu obowiązków, które służą wspólnocie. To „Pasterz” jako pierwszy powinien odszukiwać zagubionych, sprowadzać z powrotem zabłąkanych, opatrywać rany skaleczonych, a chorych pielęgnować i umacniać (por. Ez 34,16).  Powinien także bronić sprawiedliwych przed ludźmi wyrządzającymi im krzywdę. „Dobry Pasterz” utożsamia się z każdym, kto pomaga cierpiącym, ubogim i pokrzywdzonym. Nigdy natomiast dobry i sprawiedliwy pasterz nie utożsamia się z wrzaskiem tłumu, który jest w stanie tylko krzyczeć: „Ukrzyżuj Go” lub „Odejdź”.

Wiemy bardzo dobrze jak powinien postępować pasterz i czym powinien się cechować, ale co byśmy powiedzieli na temat: jaki nie powinien być pasterz?  W czasie mojej pracy misyjnej zadałem arcybiskupowi Stefanowi Reichertowi pytanie: dlaczego w jednej z parafii przez długie lata nie ma na stałe księdza? W odpowiedzi usłyszałem: widzisz, czasem jest lepiej, aby nie było niż miałby być zły, albowiem po tym złym nie można poprawić i posprzątać przez następne długie lata.

To stwierdzenie można odnieść do każdego kardynała, biskupa, księdza, matki i ojca rodziny, prezesa przedsiębiorstwa, prezydenta kraju, włodarza miasta lub małej miejscowości, do każdego kto jest odpowiedzialny za jakąkolwiek wspólnotę, jako pasterz, opiekun, lider.

Kim zatem nie powinien być pasterz lub osoba, która dąży do przewodzenia wspólnocie? Odważę się powiedzieć, że nie powinien nim być „lizus” ani też „narcyz”.

Dla mnie „lizus” to ten, kto używa manipulacji w stosunku do przełożonych lub osób od których jest zależny. W naukowy sposób można powiedzieć, że posługuje się technikami ingracjacyjnymi[1], które w prostych słowach sprowadzają się do tego, że mówi się komuś jaki to on jest piękny i wspaniały, aby przez to uzyskać lepszy obraz siebie lub lepszą pozycję w „stadzie”. Najlepiej rozpoznał takich ludzi sam Jezus Chrystus, który skierował do nich następujące słowa: „Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 7,21). Wyobraźmy sobie teraz takiego „lizusa”, który przez swoje życie piął się po szczeblach kariery, aby otrzymać funkcję pasterza lub lidera. Człowiek o podwójnym obliczu chce przewodzić wspólnocie.

Drugi typ to narcyz[2], któremu wydaje się, że jest najlepszy, najwspanialszy i niezastąpiony, skupiający całą uwagę na sobie. Człowiek, który nie troszczy się o wspólnotę, albowiem to on jest najważniejszy i chce, aby wszyscy inni uwielbiali go. Narcyz nigdy nie będzie dobrym pasterzem czy też liderem, może natomiast zostać miernym celebrytą.

To dzisiaj w ostrych słowach można porównać „lizusów” i „narcyzów” do kozłów, których Jezus postawił po swej lewej stronie. „Lizusów” i „narcyzów”, którzy nie widzieli poza sobą innych ludzi znajdujących się w potrzebie. To do nich odnoszą się słowa Ewangelii, w których Jezus mówi wprost: „Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili” (Mt 25,45). Amen.


[1] Por. R. A. Gordon. Impact of ingratiation on judgments and evaluations: A meta-analytic investigation. Journal of Personality and Social Psychology nr 71 (1996) s. 54-70. R. Vonk. Self-serving interpretations of flattery: Why ingratiation works. Journal of Personality and Social Psychology nr 82 (2002) s. 515-525.

[2] Por. P. Vitz. Messing with the Mass: The problem of priestly narcissism today. Homiletic and Pastoral Review 108 nr 2 (November 2007) s. 16-22. W. K. Campbell, J. D. Miller. The Handbook of Narcissism and Narcissistic Personality Disorder: Theoretical Approaches, Empirical Findings, and Treatments. New Jersey 2011 s. 283-419.

Ewangeliczne Prawo Życia

XXXIII Niedziela Zwykła Rok A

Ks. Adam Woch

„Talent”, to jednostka monetarna w czasach Jezusa, który był wart więcej niż jeden robotnik mógł zarobić w przeciągu 15 lat ciągłej pracy. Czyli można powiedzieć, że była to równowartość jaką mógł zarobić człowiek w ciągu całego swojego życia. Właściciel z dzisiejszej Ewangelii powierzył sługom o wiele więcej niż tylko pieniądze – zostawił im cały swój dobytek, wszystko, co miał. Zaryzykował i chciał, aby obdarowani przez niego słudzy zrobili to samo.

Podejmowanie codziennych decyzji wiąże się z ryzykiem, a szczególnie w obecnym czasie, kiedy to najlepiej byłoby schować się w jakimś bezpiecznym miejscu. Zachowalibyśmy się jednak wtedy jak ten „zły i gnuśny” sługa, któremu zależało tylko na przeczekaniu próby czasu.

Dzisiaj Bóg poprzez swoje Słowo chce nam powiedzieć – nie bój się. Jest to chyba jedno z najczęściej zapisanych wyrażeń – w zależności od tłumaczenia Pisma Świętego – około 365 razy możemy w Biblii wyczytać „nie bój się”. Jedno wyrażenie na każdy dzień roku, dla człowieka „karmiącego” się Słowem Bożym, dla każdego – kto ufa Bogu.

Mówimy, że tylko głupi się nie boi, ale nie o to chodzi. Ważne jest, aby zaufać Bogu, pomimo strachu i logice tego świata.

Bóg jako Dawca wszelkiego Dobra powierza każdemu z nas życie, do którego załącza w „pakiecie” zdolności zwane talentami. Logikę Ewangelii w dzisiejszej przypowieści Jezusa można wyrazić też innymi Jego słowami: „Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je” (Łk 17,33).

Można powiedzieć, że jest to Ewangeliczne prawo życia, w które tak trudno nam uwierzyć.

Dzisiejsza Ewangelia o talentach uczy nas odważnego podejmowania aktywnego ryzyka w naszym życiu.

Ukazuje nam nasze życie, jako okres przejściowy między zmartwychwstaniem Chrystusa a jego ostatecznym powrotem. Wzywa do odpowiedzialnego korzystania        z dóbr, powierzonych przez Boga.

Pewnego dnia wzdłuż brzegu szedł mężczyzna, spojrzał na plażę i zobaczył młodego człowieka, który bardzo delikatnie podnosił coś i wrzucał z powrotem do morza. Gdy się zbliżył, zawołał: „Dzień dobry! Co robisz?” Młody człowiek zatrzymał się, spojrzał w górę i odpowiedział: „Wrzucam rozgwiazdy do morza”.  „Dlaczego wrzucasz rozgwiazdy do morza?” – zapytał. „Słońce wstaje, a poziom morza się obniża. Jeśli ich nie wrzucę, umrą”. Ale nie zdajesz sobie sprawy, że są tu kilometry plaż na których znajdują się rozgwiazdy. Nie da się ich wszystkich uratować!”  Młody człowiek słuchał grzecznie, a następnie ukląkł, podniósł kolejną rozgwiazdę i wrzuciwszy ją do morza powiedział: „Wszystkich nie, ale dla tej jednej zmieniło się wszystko”.

Dziś poświęćmy trochę czasu na zastanowienie się nad tym, jakie szczególne talenty lub dary dał nam Bóg? Co dzięki temu możemy rozwijać w swoim życiu i w jaki sposób przez to ubogacać innych? Co zrobić i jak pomóc przynajmniej jednej osobie?

Kraśnik, 15 listopada 2020 r.

Kościół, Ojczyzna, Rodzina

Ks. Adam Woch

Dzisiejszy dzień jest dla nas darem Opatrzności Bożej, który jest okazją do zastanowienia się nad tym, kim my tak naprawdę jesteśmy. Spróbujmy to uporządkować i rozpocząć od tego, co najważniejsze.

Fundamentem naszej wiary jest Pismo Święte. Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam człowieka zwracającego się o pomoc. W kontekst tej Ewangelii, wpisuje się postać patrona dzisiejszego dnia – św. Marcina. Człowieka, który z legionisty rzymskiego stał się żołnierzem Chrystusa, zamieniwszy  swój miecz  na krzyż Zbawiciela. Który dzielił się tym, co posiadał,  był apostołem pokoju i jedności,  ewangelizował wsie i formował kler,  ciesząc  się poparciem zwykłych ludzi.

Dzień 11 listopada to także Narodowe Święto  Niepodległości. Wydarzenie to związane jest z wielkim wysiłkiem wszystkich Polaków, którzy doprowadzili do tego, że Polska po 123 latach niewoli na nowo zaistniała na mapie Europy, jako kraj wolny i suwerenny. 11 listopada 1918 r. to dzień, kiedy Rada Regencyjna przekazała Józefowi Piłsudskiemu dowództwo nad „polską siłą zbrojną”. 

Dzisiaj pragniemy dokonać retrospekcji wydarzeń zawartych na kartach Ewangelii, z życia św. Marcina i historii Polski, po to, abyśmy byli zdolni projektować swoją przyszłość. Na podstawie tego spróbujmy zastanowić się nad stanem polskiego Kościoła, Państwa Polskiego i polskiej rodziny.

Kościół jako organizacja hierarchiczna składa się z duchowieństwa, które powinno być siłą duchową narodu. Duchowieństwo powinno przewodzić i towarzyszyć każdemu człowiekowi w czasie jego ziemskiej drogi do zbawienia. W przeciągu ostatnich 100 lat możemy wymienić tysiące księży, którzy poświęcili swoje życie w służbie Bogu, Ojczyźnie i drugiemu człowiekowi. Księży, którzy oddali swoje życie w nazistowskich obozach koncentracyjnych m.in. św. Maksymilian Maria Kolbe, księży – którzy dobrowolnie zdecydowali się na deportację na Sybir, aby towarzyszyć w trudach zsyłki rodaków np. ks. Tadeusz Fedorowicz, księży – którzy czynnie wspierali działalność Podziemnego Państwa Polskiego i którzy zostali zamordowani przez nieznanych sprawców, gdzie podejrzenie pada na Funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa dla przykładu ks. Stanisław Zieliński. Niezłomnym wzorem poświęcenia Bogu i Ojczyźnie jest także postać księdza Jerzego Popiełuszki – bohatera i męczennika naszych czasów.

Wymieniłem tylko niektórych księży, którzy są mi w szczególny sposób bliscy. Z pewnością niejedna osoba, która jest tu obecna, byłaby w stanie dodać wiele więcej nazwisk spośród duchowieństwa, które odznaczało się heroizmem ewangelicznym.

W historii zdarzały się też negatywne postacie, które szły na ustępstwa i kolaborację z okupantem. Były to wielokrotnie tragiczne osoby. Niech ich życie sam Bóg osądzi a ludzie niech im wybaczą.

Tak wyglądał w największym skrócie obraz naszego duchowieństwa. A dzisiaj, jaki obraz jest lansowany przez media, społeczeństwo i też przez niektórych przedstawicieli stanu kapłańskiego? W mediach ksiądz przedstawiany jest jako osoba, od której trzeba trzymać się z daleka, albowiem to może być zboczeniec lub przestępca. Pogląd ten jest powtarzany przez część naszego społeczeństwa, a szczególnie przez ludzi młodych.

Wszystkie te zabiegi prowadzą do odebrania duchowieństwu prawa do wypowiadania się na temat kwestii moralnych, czyli tego co jest dobre lub złe, prawdziwe lub fałszywe.

Czym zatem dzisiaj powinien zająć się ksiądz? Kiedy po 14 latach mojej nieobecności w Polsce przyjechałem do Ojczyzny, to spotkałem się z opinią, że każdy proboszcz powinien być tak naprawdę dobrym menadżerem. Wydaje się, że na tym nie koniec, bo niektórzy chcieliby, aby księża byli celebrytami, biznesmenami, czy też politykami.

Ale tak naprawdę, aby dzisiaj być księdzem dla Boga i dla ludzi to wystarczy być tym kim byli chociażby uczeni w Piśmie, ale za czasów niewoli babilońskiej. Byli oni ludźmi, którzy wskazywali drogi nadziei, umacniali wiarę, pomagali innym podnieść się z upadków. Dzisiaj potrzeba księży, którzy będą znawcami Pisma Świętego, którzy będą ludźmi modlitwy i którzy będą rozumieli ludzi – tak jak to czynił patron dnia dzisiejszego święty Marcin. Takiej postawy powinniśmy wymagać od księży, aby nie stali się biznesmenami i celebrytami.

Spróbujmy też zastanowić się nad postawą liderów naszego Państwa Polskiego. Byli wśród nich ludzie przejrzyści, kryształowi, można powiedzieć z kręgosłupem moralnym, ale też i tacy, którzy za najważniejsze wartości uważali dobra materialne.

Jak jest dzisiaj, kiedy  świętujemy rocznicę Odzyskania Niepodległości, czas wywalczonej wolności. Widzimy dwie  główne ścierające się opcje. Dostrzegamy ludzi, którzy różnią się poglądami, którzy mają różnych sojuszników w kraju i za granicą. Wydaje się, że dla obywateli Polski wspólnym mianownikiem powinna być Polska, ale najlepszą wizytówką obecnych liderów Państwa Polskiego są posłowie na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej oraz radni lokalnych samorządów.

Kiedy byłem na nauce języka angielskiego w Anglii, bardzo lubiłem słuchać wypowiedzi premiera Tony Blaira. Niejednokrotnie dawał on pokaz swego kunsztu w czasie dyskusji w Parlamencie  Brytyjskim. Wyobraźmy sobie, że zaproponowalibyśmy jakiemuś obcokrajowcowi czy też uczniowi szkoły podstawowej, aby praktykował naukę języka polskiego na przykładzie wypowiedzi polskich polityków. Byłby to prawdopodobnie zły pomysł. Dlaczego? Bo  autorami i inicjatorami tych wszystkich okrzyków, pomrukiwań i wulgaryzmów oraz nienawiści, chamstwa i warcholstwa są przecież reprezentanci naszego narodu. Czego oni nas uczą? Czego są odzwierciedleniem?

Musimy sobie uświadomić, że ci wszyscy liderzy duchowni i państwowi, są obrazem kondycji naszych polskich rodzin. Nie są to ludzie z importu, ale z tej Polskiej Ziemi, spośród nas, z rodzin w których wzrastaliśmy lub w których żyjemy.

Ci właśnie ludzie powinni świecić przykładem i wspierać polskie rodziny. Kościół powinien dbać o moralne warunki rozwoju rodziny, albowiem „zarówno człowiek jak i rodzina, są drogą Kościoła”. Państwo natomiast powinno wspierać rodzinę poprzez prawo i swe instytucje.

Takim pierwszym prawem, które powinno być szanowane jest prawo do życia, a dopiero później do godnego życia. Syn Polskiej Ziemi Jan Paweł II w 1991 r.  w Radomiu zadawał pytanie: „Czy jest taka ludzka instancja, czy parlament, który ma prawo zalegalizować zabójstwo niewinnej i bezbronnej ludzkiej istoty? Który ma prawo powiedzieć: Wolno zabijać, a nawet: Trzeba zabijać, tam, gdzie trzeba najbardziej chronić i pomagać życiu”. To Jan Paweł II, prorok naszych czasów, zwracał uwagę na cywilizacyjne wykorzenienie, któremu może się oprzeć tylko rodzina, która zabiega o świętość życia.

Obecnie próbuje się wszelkimi sposobami zniszczyć autorytet Jana Pawła II, bo jest dla niektórych niewygodny. Ostatnio ataki te bazują na zaniedbaniach dostojników Kościoła.

Dzisiaj, tak jak zawsze, potrzeba nam ludzi, którzy będą ukazywali swym życiem, że zostali powołani do świętości. Takich ludzi potrzeba i to bardziej niż kiedykolwiek wśród polskiego duchowieństwa, wśród liderów politycznych i samorządowych, a nade wszystko potrzeba świętych polskich rodzin. Tylko w ten sposób będziemy mogli wspólnie pracować dla dobra narodu. Tylko wtedy zdobędziemy się na szacunek względem każdej osoby. Tylko wtedy znowu nabiorą pełnego znaczenia słowa: Bóg, Honor, Ojczyzna.

Kraśnik, 11. 11. 2020 r.

Wielki kapłan z małego Kraśnika*

Ks. Edward Walewander

Chwieje się świat, dokucza grzeszne ciało, diabeł ciągle czyha, ale ja nie upadam, bo na skale jestem utwierdzony. Te słowa można z powodzeniem odnieść do życia ks. Stanisława Zielińskiego. Przyjrzyjmy się bliżej temu wielkiemu bohaterowi niedużego Kraśnika.

Święcenia kapłańskie otrzymał w czerwcu 1937 r. Jako wikariusz pełnił posługę kapłańską najpierw w Tarnogórze, a potem krótko w Krzczonowie. Od styczniu 1941 r. pracował jako nauczyciel religii w szkołach podstawowych w Kraśniku, będąc jednocześnie rektorem kościoła pw. Świętego Ducha.

 Głównym zadaniem ks. Zielińskiego w Kraśniku była duszpasterska troska o dzieci i młodzież, dopuszczana przez Niemców. Brał także udział w tajnym nauczaniu. Udzielał bezpłatnychkorepetycji. Przede wszystkim jednak angażował się w nauczanie z ambony.

Oprócz pracy katechetycznej zajął się odbudową kościoła, zniszczonego w 1939 r. przez Niemców podczas bombardowania miasta. W trudnych warunkach niemieckiej okupacji niósł pomoc najuboższym. Prowadził jadłodajnię dla ubogich, kupował lekarstwa, zbierał odzież. Włączył się również w działalność konspiracyjną.

 Po wyparciu z Kraśnika Niemców w lipcu 1944 r. i wprowadzeniu administracji polskiej pod nadzorem sowieckim ks. Zieliński gorliwie kontynuował swoją pracę duszpasterską.

 Wobec nowych władz zachowywał sięz godnością. Nie dał się zmanipulować. Przeciwstawiał się wprowadzaniu nowego komunistycznego porządku. Z pewnością na zlecenie nowych władz został zamordowany strzałem w tył głowy w sobotę, 10 marca 1945 r., późnym wieczorem. Zginął w czasie, gdy przygotowywał niedzielne kazanie na IV niedzielę Wielkiego Postu. Został pochowany na cmentarzu obok swojego umiłowanego kościoła.

Przygotowywanego kazania nie wygłosił. Niejako więc kontynuujemy jego niedokończoną homilię.

 Przypomnijmy: zaraz po święceniach kapłańskich ks. Zieliński udał się do Częstochowy, by oddać się w opiekę Matki Najświętszej. Postanowił wówczas, by zawsze czynić to, co Jezus mu powie. Tak jak uczyła Matka Najświętsza w Kanie Galilejskiej: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2, 5). Uważał, że spełniając wolę Zbawiciela, człowiek zawsze napełni „stągwie winem” (por. J 2, 1-11). Za przykładem Maryi nasz kraśnicki kapłan-męczennik rozważał wszystkie Boże sprawy w swoim sercu (por. Łk 2, 19).

Gdy napotykał trudności, wtedy jak Mojżesz zwracał się z pokorą do Boga. Pewnie nie raz mówił: „Co mam czynić z tym ludem? Niewiele brakuje, a ukamienują mnie!” (Wj 17, 4).

Mimo przeciwności losu był zawsze z ludźmi. Kochał drugiego człowieka. Troszczył się gorliwie zwłaszcza o dzieci i młodzież. Zachowane z Tarnogóry zdjęcia i świadectwa z pracy duszpasterskiej potwierdzają, że ks. Zieliński był dosłownie oblegany przez młodych. Należycie realizował słowa Jezusa zapisane w Ewangelii, a skierowane do Jego zatroskanych Rodziców: „Czyż nie wiedzieliście, że jestem potrzebny w sprawach Ojca?” (por. Łk 2, 49). Bliskie mu były także ostatnie słowa Jezusa wypowiedziane w Wielki Piątek. „Ojcze, w ręce Twoje oddaję ducha mojego” (por. Łk 23, 46). Czy zdążył je wymówić, gdy zbliżał się do niego morderca z pistoletem, działający z polecenia komunistycznej Służby Bezpieczeństwa?

Każdy chrześcijanin, nie tylko kapłan, ma ciągle mówić i swym życiem świadczyć: „Jestem potrzebny w sprawach Boga”. Umierając, też ma mówić: „Oddaję wszystko Panu Bogu”. Całe nasze życie ma być przeżyte tylko dla Pana Boga.

Ksiądz Zieliński nauczał, że nadzieja pokładana w Bogu „zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w naszych sercach przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5, 5).

Świat, który zdaje się ostentacyjnie odchodzić od Boga, przeżywa dzisiaj wielki lęk przed małym koronawirusem. Co mamy robić? Mamy wracać do Chrystusa, który jest „źródłem wody wytryskującej ku życiu wiecznemu” – to ważne słowa z Ewangelii (por. J 4, 5-42). Jezus jest źródłem wody żywej. Takie same słowa, jakie wypowiedział do Samarytanki, kieruje także do nas: „Jestem Nim [tj. źródłem wody żywej] Ja, który z Tobą mówię”. Tak jest i w tej chwili. Jezus rozmawia z nami. Mówi do nas. Jest pośród nas. Chcemy, żeby coraz więcej kraśniczan, mieszkańców naszego miasta, zaczęło w Niego wierzyć dzięki temu spotkaniu w kolejną, 75. rocznicę śmierci kapłana. Pragniemy, aby bliskie stały się nam słowa i wszystko to, co przeżywamy podczas tej uroczystej Mszy św.

Mówimy wyraźnie, że chrześcijanin, czy to robotnik, czy urzędnik, oficer, poseł, senator, czy członek rządu, czy też rolnik, nie może mieć dwóch sumień – katolickiego dla życia prywatnego, a niekatolickiego dla spraw publicznych. Katolik pod żadnym pozorem nie powinien być przyczyną grzechu i krzywdy.

Wielki duszpasterz kraśnicki nauczał, że kapłaństwo ustanowił Chrystus nie dla jakiejś jednej partii czy grupy, ale dla wszystkich ludzi. Kapłan ma czuwać, żeby żadna partia nie sprzeciwiała się religii, ale liczyła się z prawem Bożym i czerpała natchnienie z Ducha Świętego. Każdy, kto taką naukę głosi, nie powinien być krępowany, bo to jest teren naszego powołania, wyznaczonego nam przez Boga.

Jeśli tak będziemy postępować, wygramy. Naprawdę nie mamy innego wyboru. Widzimy gołym okiem, że dla naszego dobra mamy kierować się prawem Bożym i sprawiedliwością. W innym przypadku przegramy. Nie dajmy się nikomu zastraszyć.

Pomyślmy nad tym: czy urąganie Panu Bogu, poniżające donosicielstwo, popieranie czy wręcz propagowanie wszelkiego rodzaju zboczeń i dewiacji, zwłaszcza gdy chodzi o wychowanie młodych pokoleń, czy nie jest to podstawą do tego, aby głośno nawoływać, w porę i nie w porę, do powrotu na drogę prowadzącą do Boga? Przypomnijmy: troska o młodych to był szczególny rys gorliwości duszpasterskiej ks. Stanisława Zielińskiego! Nie możemy zdradzać misji tego naszego wielkiego patrona!

Wróćmy ponownie do aktualnych słów Ewangelii. „Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć […]. Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich pozostał. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło na Jego słowo […], On prawdziwie jest Zbawicielem świata”.

Zawołajmy i my: „Panie Jezu, zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił” (por. Łk 24, 29). Tak bardzo robi się mrocznie, zresztą nie tylko u nas w Polsce. A my się boimy, obawiamy o przyszłość. Tyle wokół nas kłamstwa, oszczerstwa i obłudy.

Boże, daj nam siłę, byśmy kierowali się Twoim prawem i żyli sprawiedliwością, której Ty nas uczysz. Mimo że jesteśmy słabi, to jednak, stale krzepieni Twym słowem i przykładem, możemy zrobić wiele, nawet ponad nasze ludzkie siły.

Bohater naszego spotkania, kapłan-męczennik ks. Stanisław Zieliński, uczy nadal swym życiem i męczeńską śmiercią, że zło należy dobrem zwyciężać. Przegra każdy człowiek, który bluźni i urąga Bogu. Nie wygra ten, kto głosi bezbożną naukę. Jezus „prawdziwie jest Zbawicielem świata”.

Amen.

* Kazanie wygłoszone 27 września 2020 r. w kościele rektoralnym pw. Świętego Ducha w Kraśniku z okazji 75. rocznicy śmierci ks. Stanisława Zielińskiego.

Msza Wieczerzy Pańskiej 2019 – ks. Adam Woch

W 1979 roku, kilka miesięcy przed swoją śmiercią, biskup Fulton Sheen udzielił wywiadu telewizyjnego. W trakcie tej rozmowy padło następujące pytanie: „Jego Ekscelencja zainspirowała swoją osobą miliony ludzi, a kto zainspirował Ekscelencje? Kto to był? Czy był to papież?”

W odpowiedzi biskup Sheen wyznał: „Nie był to papież ani kardynał, ani też biskup czy też ksiądz lub siostra zakonna. To była jedenastoletnia dziewczynka”. Wyjaśnił, że kiedy w późnych latach czterdziestych komunizm ogarniał Chiny, jeden z księży katolickich został uwięziony na swojej plebanii, z której mógł patrzeć na kościół. Widział, jak żołnierze zniszczyli tabernakulum i rozsypali po podłodze Najświętszy Sakrament. Ksiądz ten znał dokładną ilość zakonsekrowanych hostii w liczbie trzydziestu dwóch (32).

W tym czasie niezauważona przez żołnierzy mała dziewczynka, modliła się na tyłach kościoła widząc całe zajście. Powracała tam każdej nocy, aby modlić się i ustami bezpośrednio z ziemi przyjmować po jednej hostii Komunii Świętej. Trwało to trzydzieści dwie (32) noce, kiedy przyjęła ostatnią Komunię została zauważona przez żołnierza i zabita.

Biskup Fulton Sheen powiedział, że kiedy o tym usłyszał, obiecał, że codziennie będzie spędzał godzinę przed Najświętszym Sakramentem. Przyznał on, że siła jego kapłaństwa pochodzi z adoracji Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie.

Dzisiaj w Wielki Czwartek obchodzimy ustanowienie dwóch sakramentów, które bez siebie istnieć nie mogą, są to: kapłaństwo i Eucharystia. Zechciejmy pomyśleć, czy w tym natłoku świątecznych przygotowań nie można wygospodarować sobie czasu, aby pozostać przez dłuższą chwilę z Jezusem, który daje nam siebie w Najświętszym Sakramencie. Dzisiaj po tej liturgii, a może jutro po Liturgii Męki Pańskiej, kiedy to adorację poprowadzą harcerze.

Wielki Czwartek jest dniem szczególnym dla kapłanów, ale też dla każdego, kto bierze udział w liturgii Wieczerzy Pańskiej. Ten wyjątkowy wieczór ukazuje nam Jezusa, który daje przykład obmycia nóg swoim uczniom. Słyszeliśmy jak Chrystus powiedział do Piotra: „Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty”. Kąpiel o której mówi Jezus kieruje nasze myśli do chrztu, a obmycie nóg do „pochrzcielnego oczyszczenia”. Dla nas Katolików takim „pochrzcielnym oczyszczeniem” jest sakrament Pokuty i Pojednania.

Przystępując do Stołu Eucharystycznego, każdy z nas potrzebuje „pochrzcielnego oczyszczenia”, pozbycia się tego co czyni nas nieczystymi w rozumieniu moralnym i duchowym. Obmycie nóg miało wielkie znaczenie w przygotowaniu się do celebracji Eucharystii – Pierwszej Mszy Świętej. Wiemy, że nie wszyscy byli przygotowani na pełny udział w Eucharystii. Tym człowiekiem w gronie Apostołów był Judasz Iskariota.

Byli w historii, są i będą tzw. Judasze. Na wstępie tej homilii nawiązałem do osoby biskupa Fultona Sheena – to dzięki niemu nawróciło się wiele osób. Jedną z nich była  działaczka komunistyczna ze Stanów Zjednoczonych Ameryki – Bella Dodd. Wyznała ona, że: „komunistyczna agentura (w latach 30-tych ubiegłego wieku) wprowadziła do stanu kapłańskiego tysiąc stu (1100) ateistów i homoseksualistów, aby niszczyli Kościół od wewnątrz”. W Polsce, gdzie przez pół wieku panował komunizm i socjalizm, nie mówi się ilu ludzi podobnego pokroju weszło do stanu kapłańskiego.

Dzisiaj także Kościół w Polsce potrzebuje oczyszczenia w szeregach kapłańskich, ale też jak nigdy dotąd kapłani potrzebują wsparcia ze strony swoich wiernych. Dzisiaj istnieje potrzeba świadectwa od nas wszystkich. Nie możemy jednak pozwolić na to, aby do jednego worka wrzucać i opluwać ludzi z kręgosłupem moralnym o spójnej biografii życia. Nie wszystko da się kupić za pieniądze i nie wszystko można osiągnąć dzięki układom, nie po to, tu dzisiaj jesteśmy.

Istnieje coś takiego, co jest ręką Boga uczynione, co jest Święte i nadaje sens naszemu życiu. To przez to wypełnia się zbawczy zamysł samego Boga, czego najlepszym przykładem jest Jezus Chrystus, który powiedział: „Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem”.

Ks. Stanisław Zieliński (1911-1945) – patron trudnych czasów[1] –
Ks. Edward Walewander

         I. Czytelne w swej wymowie i po dziś dzień aktualne jest niezwykłe doświadczenie proroka Daniela (Dn 5,1-6, 13-14, 16-17, 23-28).

         Słyszeliśmy oto, że babiloński król Nabuchodonozor złupił świątynię jerozolimską i wziął do niewoli wielu ludzi spośród narodu wybranego. Wśród nich byłteżDaniel, który opisał panowanie tego władcy i jego syna Baltazara. Prorok wspomniał, że naczynia wykradzione ze świątyni jerozolimskiej zostały wykorzystane podczas występnej i niegodziwej uczty. [… ]  Pili z nich król, jego możnowładcy, jego żony i jego nałożnice. Pijąc wino wychwalali bożków złotych i srebrnych, miedzianych i żelaznych, drewnianych i kamiennych (Dn 5, 3–4).

          Sprawiedliwa jednak i karząca ręka Boga wkrótce dosięgła króla. Przez proroka Daniela Pan dziejów upomniał władcę: Wychwalałeś bogów […], którzy nie widzą, nie słyszą i nie rozumieją. Bogu zaś, w którego mocy jest twój oddech i wszystkie twoje drogi, czci nie oddałeś. Dlatego […] Bóg obliczył twoje panowanie i ustalił jego kres […] (Dn 5, 23. 26).

         Każde przepowiadanie w imię Boga, a tak należy rozumieć wypełnianie mandatu Chrystusowego: Idźcie i nauczajcie wszystkie narody (por. Mt 28, 19), jest podobne do napomnienia proroka Daniela. Apostołowie i kapłani nie mówią bowiem od siebie, ale wypełniają zobowiązania, jakiezaciągnęliwobec Boga i ludziw dniu święceń. Dla wielumogą być one niewygodne. Niekiedy stanowią wręcz wyzwanie do złożenia świadectwa męczeństwa, posuniętego nawet do ofiary ze swego życia.       

                 II. Doświadczenie proroka Daniela dobrze wpisuje się w życie ks. Stanisława Zielińskiego, którego dzisiaj w tym kościele wspominamy. Święcenia kapłańskie otrzymał 10 czerwca 1937 r. Kilka dni później udał się do Częstochowy, by w kaplicy jasnogórskiej oddać się w opiekę MatceNajświętszej. Do wybuchu II wojny światowej pracował najpierw w Zakrzówku, a później w Krzczonowie.

         Już w czasie wojny, 25 stycznia 1941 r., został nauczycielem religii w Kraśniku. Oprócz pracy katechetycznej postanowił zająć się też restauracją kościoła pw. Świętego Ducha, który uległ zniszczeniu w 1939 r. podczas bombardowania miasta. Ponieważ z każdym rokiem świątynia popadała w coraz większą ruinę, ks. Zieliński gorliwie zajął się jej remontem. W swoim pamiętnikunapisał: Pierwsze prace przy oczyszczaniu kościoła podjąłem sam osobiście ze starszymi dziećmi szkolnymi. I tak usuwaliśmy gruz, ziemię, kurz przez parę tygodni. Sam pokleiłem i pozszywałem obraz w bocznym ołtarzu[2].

         W trudnych warunkach niemieckiej okupacji ks. Zieliński niósł również pomoc najuboższym. Prowadził jadłodajnię dla ubogich, kupował lekarstwa, zbierał odzież. Zaangażował się także w działalność konspiracyjną. Został kapelanem dobrze zorganizowanychw regionie kraśnickimpodziemnych struktur Narodowych Sił Zbrojnych. Prowadził też pogrzeby partyzantów.

         Głównym jednak zadaniem ks. Zielińskiego była duszpasterska troska o dzieci i młodzież. Prowadził tajne nauczanie. Udzielał bezpłatnychkorepetycji. W szczególny wszakże sposób zaangażował się w nauczanie z ambony. Na trudne pytania związane z okupacyjną codziennością starał się odpowiadać w sposób prosty, jednoznaczny i zrozumiały dla wszystkich.

         Po wyzwoleniu 28 lipca 1944 r. Kraśnika spod okupacji niemieckiej i wprowadzeniu administracji polskiej pod nadzorem sowieckim ks. Zieliński kontynuował swoją pracę wśród biednych. Został nawetczłonkiem Miejskiej Rady Narodowej. Kilkakrotnie też uczestniczył w posiedzeniach Powiatowej Rady Narodowej, podczas których zabierał głos,apelując o pomoc dla najuboższych.

         Wobec nowych władz zachowywał sięz godnością. Nie dał się im zmanipulować. Przeciwstawił się między innymi zmianie nazwy ul. Józefa Piłsudskiego na ul. Partyzantów. Prawdopodobnie ten właśnie fakt był bezpośrednią przyczyną jego zabójstwa. Zginął w sobotę, 10 marca 1945 r. o godzinie 21.15 we własnym mieszkaniu od strzału w głowę. Do zabójstwa doszło akurat w czasie, gdy przygotowywał niedzielne kazanie. Sprawców bestialskiego mordu nigdy nie wykryto. Wśród mieszkańców Kraśnika panowało jednak powszechne przekonanie, że za śmierć ks. Stanisława Zielińskiego byli odpowiedzialni funkcjonariusze komunistycznego Urzędu Bezpieczeństwa.

         Kapłan męczennik został pochowany na cmentarzu przykościelnym. Pamięć o nim jest ciągle żywa, nie tylko wśród kraśniczan. Przy grobie niezłomnego kapłana ciągle modlą się ludzie, wdzięczni za okazaną im pomoc, przekonani o świętości jego życia.

         III. Dziś wspominamy tego prawego kapłana, który w trudnym czasienależyciezdał egzamin ze swego życia. Pismo Święte nawołuje, by stale obdarzać czcią dobrych ludzi. Przypomnijmy choćby słowa z Księgi Mądrości Syracha:

Wychwalajmy mężów sławnych i ojców naszych według następstwa ich pochodzenia. […] Byli przywódcami ludzi dzięki swoim wyrokom, zwierzchnikami przez swą przenikliwość, mądrymi myślicielami przez swoją twórczość; panującymi przez swe polecenia. […] Stali się dumą swych czasów. […] Lecz ci są mężowie pobożni, których cnoty nie zostały zapomniane, […] dobrym dziedzictwem są ich następcy. […] Narody opowiadają ich mądrość, a zgromadzenie głosi chwałę (Syr 44, 1. 4. 7. 10-11. 15). Postępujemy właśnie tak, jak nas poucza autornatchniony przez Boga.

 Czas zaciera ludzkie ślady w pamięci następnych pokoleń. Jest tak chociażby, gdy chodzi o władców tego świata, których tak często to nie szlachetne dzieła, lecz pycha wynosi na piedestał. Często też bywa, że ludzie zasługujący na trwałąpamięć już w drugim czy trzecim pokoleniu są zapominani i ginie ślad ich dokonań. Przemijają też systemy, które same siebie obdarzały atrybutem nieprzemijalności, jak Trzecia Rzesza Hitlera czy stalinowski komunizm. Upadają olbrzymie fortuny i nagromadzone zasoby tracą ich wielcy posiadacze. Nie przemija tylkodobro. Ono trwa nieustannie, choćz czasem staje się bezimienne. Pamięć o ks. Zielińskim w niezmienionej postaci przetrwała prawie 75lat. Jej zasiewem była krew przelana w imię prawdy i dobra. Zdało się oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju (Mdr 3, 2-3). Jest tak dlatego, że tylko Bóg jest wieczny i wieczne jest Jego przesłanie. Materialistyczny, tzw. naukowy pogląd na świat, którego ojcem był Karol Marks, wtłaczany naszemu pokoleniu do serc i umysłów w szkołach oraz wszędzie tam, gdzie człowiek był poddawany praniu mózgu, okazał się bańką mydlaną. Ksiądz Zieliński odważnie przeciwstawiał się temu systemowi już u jego początków w Polsce. Odrzucił roztaczane przed nim wizje dobrobytu. Mówiąc językiem Biblii, odważnie krytykował bogów ze srebra i złota, z miedzi i żelaza, z drzewa i kamienia, którzy nie widzą, nie słyszą i nie rozumieją (Dn 5, 23). Zdawał sobie sprawę, że tak jak Bóg wszechmogący odliczył czas panowania niegodziwej ideologii niemieckiej, tak też przyjdzie kiedyś koniec dominacji sowieckiej w Polsce. Myśmy tego dość rychło doczekali. Związek Sowiecki rozpadł się na naszych oczach.

         IV. Wspominając ks. Zielińskiego, uczymy się rozumienia historii, która jest nauczycielką życia.

         Powiedzmy to sobie wyraźnie: umysły współczesnych ludzi, zwłaszcza młodych, przechwytuje Internet, który jest wirem nieustających cyfrowych pobudzeń. Liczne atrakcje, ale i, niestety, pułapki świata cyfrowego prowadzą do niewrażliwości nie tylko na polską historię, ale także na to, co dzieje się między ludźmi w bliskim sąsiedztwie. Jeżeli nie będziemy mówić o tym, jak przez technologię cyfrową wypacza się ludzki umysł, nie powstrzymamy kolejnych fal zła.

         Uroczystość w Kraśniku uświadamia nam również niebezpieczeństwo przerwania ciągłości zpolską historią. Człowiek potrzebuje silnego i mocnego zakorzenienia w przeszłości. Mocne korzenie stanowią też o naszejprzyszłości. Kwiat jest piękny, bo wyrasta z korzeni. Odcięty, szybko więdniei ginie.

         W tym miejscumusimy postawić pytanie: czy ja jestem człowiekiem nadziei, czy może ogarnia mnie zwątpienie? Moja nadzieja wypływa z tego, że wiem, co może zrobić poszczególny człowiek i dobrego, i złego. Mam więc wiele powodów, aby pracować nad umocnieniem nadziei.

         Takim człowiekiem nadziei był ks. Stanisław Zieliński. Każdy z nas może czynić dobro. Nie uratuje całego świata, ale przynajmniej będzie go współtworzyć przez czynienie dobra. Dlatego czyńmy wszystko, abyśmy mogli być ludźmi nadziei.

         Bohater naszego spotkania tak wiele uczynił dla drugiego człowieka. Próbował ratować świat, który na naszych oczach, często bez naszej woli, rozpada się na tysiące kawałeczków. Mimo wszystko, z nadzieją w sercu, życzę wszystkimprzybyłym licznie na tę uroczystość, abyśmy dzięki naszemu zaangażowaniu powstrzymali ten upadek. Byłoby paradoksem, gdyby historycy kiedyś napisali, że my sami przyczyniliśmy się do destrukcji kraju, czyli tego, czego wcześniej nie udało się zrobić niemieckim nazistom i sowieckim komunistom. My sami.

      IV. Ten nieduży kościół pw. Świętego Ducha, a obok niego mogiła bohaterskiego kapłana pamiętająmroczne czasy okupacji niemieckiej i pierwsze lata umacniania się władzy komunistycznej w Polsce. Te tragiczne wydarzenia mocno też odczuli mieszkańcy Kraśnika i ziemi kraśnickiej.

         W tym miejscu warto przytoczyć zaskakującą opinię, jaką o Kościele w Polsce i o jego roli w życiu narodu wypowiedział Hans Frank, wysoki funkcjonariusz niemiecki, generalny gubernator i prezes Akademii Prawa Niemieckiego:

         Kościół zachowuje nadzwyczajną rezerwę. Ale to jest tylko metoda, która powtarza się ciągle w polskiej historii. Kościół pozostawał zawsze w rezerwie jako ostatni ośrodek polskiego nacjonalizmu, jak długo były jeszcze do dyspozycji inne ośrodki działania. Kościół jest dla umysłów polskich centralnym punktem zbornym, który promieniuje stale w milczeniu i spełnia przez to funkcję jakby wiecznego światła. Gdy wszystkie światła dla Polski zagasły, to wtedy zawsze była Święta z Częstochowy i Kościół. Nie należy nigdy o tym zapominać. […]. Katolicyzm nie jest bowiem w tym kraju żadnym wyznaniem, a tylko koniecznością życiową[3].

         Trzeba przyznać, że Hans Frank, zaczadzony obłąkańczą ideologią, co dziś z potrzeby nałożonej na sobie pokuty przyznaje jego już sędziwy syn, wydał trafną opinię o naszym Kościele. Słusznie stwierdził, że Kościół jest centrum życia narodu, promieniuje stale, ale gdy trzeba ‒ milczy. Przez to pełni funkcję wiecznego światła, które nigdy nie gaśnie. Jako instytucja wskazuje zawsze na Kogoś większego od siebie – na Boga, Pana wszechświata i historii.

         Podobnie jest z naszym pięknym kraśnickim kościołem, który wskazuje nam drogę do Boga. Dlatego „tulimy” się do niego jak dzieci do matki.

         Nie ulegajmy złudzeniu, że czasy, w jakich żyjemy, są inne, lepsze od tych, w jakich za prawdę zapłacił życiem tutejszy kapłan. To, że nie ma Urzędów Bezpieczeństwa i siepaczy gotowych do każdej zbrodni w majestacie zmajstrowanego i narzuconego Polsce sowieckiego systemu prawa, nie powinno uśpić naszej czujności. O wiele groźniejsi są ci, którzy nie tylko ciało, ale i duszę mogą zabić. Dzisiaj jest wielu takichw rządach, w parlamentach, na ulicy i na mównicy, a wciskają się nawet tam, gdzie powinna być głoszona Ewangelia. Dlatego osobakraśnickiego duszpasterza promieniuje heroizmem, niezłomnością i niewzruszoną wiarą. Ta piękna postać żyje w ludziach i jest naszą tarczą obronną przeciwko wrogowi, który czy w 1945 roku, czy dziś, czy jutro jest zawsze ten sam. On nigdy nie rezygnuje z przeciwstawiania się Bogu.

         Dlatego głośno wołam: Pan światłem i zbawieniem moim: kogóż mam się lękać? (Ps 27, 1). Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? (Rz 8, 31).

         Amen!


[1] Kazanie wygłoszone 10 marca 2019 r. w Kraśniku z racji 74. rocznicy śmierci ks. Stanisława Zielińskiego.

[2] K. Bownik, Kościół Świętego Ducha w Kraśniku i jego duszpasterze, Chełm 2017, s. 17.

[3] H. Frank, Dziennik, oprac. S. Piotrowski, Warszawa 1956, s. 147.

Kazanie wygłoszone 10 marca 2019 r. w Kraśniku z racji 74. rocznicy śmierci ks. Stanisława Zielińskiego przez ks. prof. Edwarda Walewandra