Msza Wieczerzy Pańskiej 2019 – ks. Adam Woch

W 1979 roku, kilka miesięcy przed swoją śmiercią, biskup Fulton Sheen udzielił wywiadu telewizyjnego. W trakcie tej rozmowy padło następujące pytanie: „Jego Ekscelencja zainspirowała swoją osobą miliony ludzi, a kto zainspirował Ekscelencje? Kto to był? Czy był to papież?”

W odpowiedzi biskup Sheen wyznał: „Nie był to papież ani kardynał, ani też biskup czy też ksiądz lub siostra zakonna. To była jedenastoletnia dziewczynka”. Wyjaśnił, że kiedy w późnych latach czterdziestych komunizm ogarniał Chiny, jeden z księży katolickich został uwięziony na swojej plebanii, z której mógł patrzeć na kościół. Widział, jak żołnierze zniszczyli tabernakulum i rozsypali po podłodze Najświętszy Sakrament. Ksiądz ten znał dokładną ilość zakonsekrowanych hostii w liczbie trzydziestu dwóch (32).

W tym czasie niezauważona przez żołnierzy mała dziewczynka, modliła się na tyłach kościoła widząc całe zajście. Powracała tam każdej nocy, aby modlić się i ustami bezpośrednio z ziemi przyjmować po jednej hostii Komunii Świętej. Trwało to trzydzieści dwie (32) noce, kiedy przyjęła ostatnią Komunię została zauważona przez żołnierza i zabita.

Biskup Fulton Sheen powiedział, że kiedy o tym usłyszał, obiecał, że codziennie będzie spędzał godzinę przed Najświętszym Sakramentem. Przyznał on, że siła jego kapłaństwa pochodzi z adoracji Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie.

Dzisiaj w Wielki Czwartek obchodzimy ustanowienie dwóch sakramentów, które bez siebie istnieć nie mogą, są to: kapłaństwo i Eucharystia. Zechciejmy pomyśleć, czy w tym natłoku świątecznych przygotowań nie można wygospodarować sobie czasu, aby pozostać przez dłuższą chwilę z Jezusem, który daje nam siebie w Najświętszym Sakramencie. Dzisiaj po tej liturgii, a może jutro po Liturgii Męki Pańskiej, kiedy to adorację poprowadzą harcerze.

Wielki Czwartek jest dniem szczególnym dla kapłanów, ale też dla każdego, kto bierze udział w liturgii Wieczerzy Pańskiej. Ten wyjątkowy wieczór ukazuje nam Jezusa, który daje przykład obmycia nóg swoim uczniom. Słyszeliśmy jak Chrystus powiedział do Piotra: „Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty”. Kąpiel o której mówi Jezus kieruje nasze myśli do chrztu, a obmycie nóg do „pochrzcielnego oczyszczenia”. Dla nas Katolików takim „pochrzcielnym oczyszczeniem” jest sakrament Pokuty i Pojednania.

Przystępując do Stołu Eucharystycznego, każdy z nas potrzebuje „pochrzcielnego oczyszczenia”, pozbycia się tego co czyni nas nieczystymi w rozumieniu moralnym i duchowym. Obmycie nóg miało wielkie znaczenie w przygotowaniu się do celebracji Eucharystii – Pierwszej Mszy Świętej. Wiemy, że nie wszyscy byli przygotowani na pełny udział w Eucharystii. Tym człowiekiem w gronie Apostołów był Judasz Iskariota.

Byli w historii, są i będą tzw. Judasze. Na wstępie tej homilii nawiązałem do osoby biskupa Fultona Sheena – to dzięki niemu nawróciło się wiele osób. Jedną z nich była  działaczka komunistyczna ze Stanów Zjednoczonych Ameryki – Bella Dodd. Wyznała ona, że: „komunistyczna agentura (w latach 30-tych ubiegłego wieku) wprowadziła do stanu kapłańskiego tysiąc stu (1100) ateistów i homoseksualistów, aby niszczyli Kościół od wewnątrz”. W Polsce, gdzie przez pół wieku panował komunizm i socjalizm, nie mówi się ilu ludzi podobnego pokroju weszło do stanu kapłańskiego.

Dzisiaj także Kościół w Polsce potrzebuje oczyszczenia w szeregach kapłańskich, ale też jak nigdy dotąd kapłani potrzebują wsparcia ze strony swoich wiernych. Dzisiaj istnieje potrzeba świadectwa od nas wszystkich. Nie możemy jednak pozwolić na to, aby do jednego worka wrzucać i opluwać ludzi z kręgosłupem moralnym o spójnej biografii życia. Nie wszystko da się kupić za pieniądze i nie wszystko można osiągnąć dzięki układom, nie po to, tu dzisiaj jesteśmy.

Istnieje coś takiego, co jest ręką Boga uczynione, co jest Święte i nadaje sens naszemu życiu. To przez to wypełnia się zbawczy zamysł samego Boga, czego najlepszym przykładem jest Jezus Chrystus, który powiedział: „Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem”.

Ks. Stanisław Zieliński (1911-1945) – patron trudnych czasów[1] –
Ks. Edward Walewander

         I. Czytelne w swej wymowie i po dziś dzień aktualne jest niezwykłe doświadczenie proroka Daniela (Dn 5,1-6, 13-14, 16-17, 23-28).

         Słyszeliśmy oto, że babiloński król Nabuchodonozor złupił świątynię jerozolimską i wziął do niewoli wielu ludzi spośród narodu wybranego. Wśród nich byłteżDaniel, który opisał panowanie tego władcy i jego syna Baltazara. Prorok wspomniał, że naczynia wykradzione ze świątyni jerozolimskiej zostały wykorzystane podczas występnej i niegodziwej uczty. [… ]  Pili z nich król, jego możnowładcy, jego żony i jego nałożnice. Pijąc wino wychwalali bożków złotych i srebrnych, miedzianych i żelaznych, drewnianych i kamiennych (Dn 5, 3–4).

          Sprawiedliwa jednak i karząca ręka Boga wkrótce dosięgła króla. Przez proroka Daniela Pan dziejów upomniał władcę: Wychwalałeś bogów […], którzy nie widzą, nie słyszą i nie rozumieją. Bogu zaś, w którego mocy jest twój oddech i wszystkie twoje drogi, czci nie oddałeś. Dlatego […] Bóg obliczył twoje panowanie i ustalił jego kres […] (Dn 5, 23. 26).

         Każde przepowiadanie w imię Boga, a tak należy rozumieć wypełnianie mandatu Chrystusowego: Idźcie i nauczajcie wszystkie narody (por. Mt 28, 19), jest podobne do napomnienia proroka Daniela. Apostołowie i kapłani nie mówią bowiem od siebie, ale wypełniają zobowiązania, jakiezaciągnęliwobec Boga i ludziw dniu święceń. Dla wielumogą być one niewygodne. Niekiedy stanowią wręcz wyzwanie do złożenia świadectwa męczeństwa, posuniętego nawet do ofiary ze swego życia.       

                 II. Doświadczenie proroka Daniela dobrze wpisuje się w życie ks. Stanisława Zielińskiego, którego dzisiaj w tym kościele wspominamy. Święcenia kapłańskie otrzymał 10 czerwca 1937 r. Kilka dni później udał się do Częstochowy, by w kaplicy jasnogórskiej oddać się w opiekę MatceNajświętszej. Do wybuchu II wojny światowej pracował najpierw w Zakrzówku, a później w Krzczonowie.

         Już w czasie wojny, 25 stycznia 1941 r., został nauczycielem religii w Kraśniku. Oprócz pracy katechetycznej postanowił zająć się też restauracją kościoła pw. Świętego Ducha, który uległ zniszczeniu w 1939 r. podczas bombardowania miasta. Ponieważ z każdym rokiem świątynia popadała w coraz większą ruinę, ks. Zieliński gorliwie zajął się jej remontem. W swoim pamiętnikunapisał: Pierwsze prace przy oczyszczaniu kościoła podjąłem sam osobiście ze starszymi dziećmi szkolnymi. I tak usuwaliśmy gruz, ziemię, kurz przez parę tygodni. Sam pokleiłem i pozszywałem obraz w bocznym ołtarzu[2].

         W trudnych warunkach niemieckiej okupacji ks. Zieliński niósł również pomoc najuboższym. Prowadził jadłodajnię dla ubogich, kupował lekarstwa, zbierał odzież. Zaangażował się także w działalność konspiracyjną. Został kapelanem dobrze zorganizowanychw regionie kraśnickimpodziemnych struktur Narodowych Sił Zbrojnych. Prowadził też pogrzeby partyzantów.

         Głównym jednak zadaniem ks. Zielińskiego była duszpasterska troska o dzieci i młodzież. Prowadził tajne nauczanie. Udzielał bezpłatnychkorepetycji. W szczególny wszakże sposób zaangażował się w nauczanie z ambony. Na trudne pytania związane z okupacyjną codziennością starał się odpowiadać w sposób prosty, jednoznaczny i zrozumiały dla wszystkich.

         Po wyzwoleniu 28 lipca 1944 r. Kraśnika spod okupacji niemieckiej i wprowadzeniu administracji polskiej pod nadzorem sowieckim ks. Zieliński kontynuował swoją pracę wśród biednych. Został nawetczłonkiem Miejskiej Rady Narodowej. Kilkakrotnie też uczestniczył w posiedzeniach Powiatowej Rady Narodowej, podczas których zabierał głos,apelując o pomoc dla najuboższych.

         Wobec nowych władz zachowywał sięz godnością. Nie dał się im zmanipulować. Przeciwstawił się między innymi zmianie nazwy ul. Józefa Piłsudskiego na ul. Partyzantów. Prawdopodobnie ten właśnie fakt był bezpośrednią przyczyną jego zabójstwa. Zginął w sobotę, 10 marca 1945 r. o godzinie 21.15 we własnym mieszkaniu od strzału w głowę. Do zabójstwa doszło akurat w czasie, gdy przygotowywał niedzielne kazanie. Sprawców bestialskiego mordu nigdy nie wykryto. Wśród mieszkańców Kraśnika panowało jednak powszechne przekonanie, że za śmierć ks. Stanisława Zielińskiego byli odpowiedzialni funkcjonariusze komunistycznego Urzędu Bezpieczeństwa.

         Kapłan męczennik został pochowany na cmentarzu przykościelnym. Pamięć o nim jest ciągle żywa, nie tylko wśród kraśniczan. Przy grobie niezłomnego kapłana ciągle modlą się ludzie, wdzięczni za okazaną im pomoc, przekonani o świętości jego życia.

         III. Dziś wspominamy tego prawego kapłana, który w trudnym czasienależyciezdał egzamin ze swego życia. Pismo Święte nawołuje, by stale obdarzać czcią dobrych ludzi. Przypomnijmy choćby słowa z Księgi Mądrości Syracha:

Wychwalajmy mężów sławnych i ojców naszych według następstwa ich pochodzenia. […] Byli przywódcami ludzi dzięki swoim wyrokom, zwierzchnikami przez swą przenikliwość, mądrymi myślicielami przez swoją twórczość; panującymi przez swe polecenia. […] Stali się dumą swych czasów. […] Lecz ci są mężowie pobożni, których cnoty nie zostały zapomniane, […] dobrym dziedzictwem są ich następcy. […] Narody opowiadają ich mądrość, a zgromadzenie głosi chwałę (Syr 44, 1. 4. 7. 10-11. 15). Postępujemy właśnie tak, jak nas poucza autornatchniony przez Boga.

 Czas zaciera ludzkie ślady w pamięci następnych pokoleń. Jest tak chociażby, gdy chodzi o władców tego świata, których tak często to nie szlachetne dzieła, lecz pycha wynosi na piedestał. Często też bywa, że ludzie zasługujący na trwałąpamięć już w drugim czy trzecim pokoleniu są zapominani i ginie ślad ich dokonań. Przemijają też systemy, które same siebie obdarzały atrybutem nieprzemijalności, jak Trzecia Rzesza Hitlera czy stalinowski komunizm. Upadają olbrzymie fortuny i nagromadzone zasoby tracą ich wielcy posiadacze. Nie przemija tylkodobro. Ono trwa nieustannie, choćz czasem staje się bezimienne. Pamięć o ks. Zielińskim w niezmienionej postaci przetrwała prawie 75lat. Jej zasiewem była krew przelana w imię prawdy i dobra. Zdało się oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju (Mdr 3, 2-3). Jest tak dlatego, że tylko Bóg jest wieczny i wieczne jest Jego przesłanie. Materialistyczny, tzw. naukowy pogląd na świat, którego ojcem był Karol Marks, wtłaczany naszemu pokoleniu do serc i umysłów w szkołach oraz wszędzie tam, gdzie człowiek był poddawany praniu mózgu, okazał się bańką mydlaną. Ksiądz Zieliński odważnie przeciwstawiał się temu systemowi już u jego początków w Polsce. Odrzucił roztaczane przed nim wizje dobrobytu. Mówiąc językiem Biblii, odważnie krytykował bogów ze srebra i złota, z miedzi i żelaza, z drzewa i kamienia, którzy nie widzą, nie słyszą i nie rozumieją (Dn 5, 23). Zdawał sobie sprawę, że tak jak Bóg wszechmogący odliczył czas panowania niegodziwej ideologii niemieckiej, tak też przyjdzie kiedyś koniec dominacji sowieckiej w Polsce. Myśmy tego dość rychło doczekali. Związek Sowiecki rozpadł się na naszych oczach.

         IV. Wspominając ks. Zielińskiego, uczymy się rozumienia historii, która jest nauczycielką życia.

         Powiedzmy to sobie wyraźnie: umysły współczesnych ludzi, zwłaszcza młodych, przechwytuje Internet, który jest wirem nieustających cyfrowych pobudzeń. Liczne atrakcje, ale i, niestety, pułapki świata cyfrowego prowadzą do niewrażliwości nie tylko na polską historię, ale także na to, co dzieje się między ludźmi w bliskim sąsiedztwie. Jeżeli nie będziemy mówić o tym, jak przez technologię cyfrową wypacza się ludzki umysł, nie powstrzymamy kolejnych fal zła.

         Uroczystość w Kraśniku uświadamia nam również niebezpieczeństwo przerwania ciągłości zpolską historią. Człowiek potrzebuje silnego i mocnego zakorzenienia w przeszłości. Mocne korzenie stanowią też o naszejprzyszłości. Kwiat jest piękny, bo wyrasta z korzeni. Odcięty, szybko więdniei ginie.

         W tym miejscumusimy postawić pytanie: czy ja jestem człowiekiem nadziei, czy może ogarnia mnie zwątpienie? Moja nadzieja wypływa z tego, że wiem, co może zrobić poszczególny człowiek i dobrego, i złego. Mam więc wiele powodów, aby pracować nad umocnieniem nadziei.

         Takim człowiekiem nadziei był ks. Stanisław Zieliński. Każdy z nas może czynić dobro. Nie uratuje całego świata, ale przynajmniej będzie go współtworzyć przez czynienie dobra. Dlatego czyńmy wszystko, abyśmy mogli być ludźmi nadziei.

         Bohater naszego spotkania tak wiele uczynił dla drugiego człowieka. Próbował ratować świat, który na naszych oczach, często bez naszej woli, rozpada się na tysiące kawałeczków. Mimo wszystko, z nadzieją w sercu, życzę wszystkimprzybyłym licznie na tę uroczystość, abyśmy dzięki naszemu zaangażowaniu powstrzymali ten upadek. Byłoby paradoksem, gdyby historycy kiedyś napisali, że my sami przyczyniliśmy się do destrukcji kraju, czyli tego, czego wcześniej nie udało się zrobić niemieckim nazistom i sowieckim komunistom. My sami.

      IV. Ten nieduży kościół pw. Świętego Ducha, a obok niego mogiła bohaterskiego kapłana pamiętająmroczne czasy okupacji niemieckiej i pierwsze lata umacniania się władzy komunistycznej w Polsce. Te tragiczne wydarzenia mocno też odczuli mieszkańcy Kraśnika i ziemi kraśnickiej.

         W tym miejscu warto przytoczyć zaskakującą opinię, jaką o Kościele w Polsce i o jego roli w życiu narodu wypowiedział Hans Frank, wysoki funkcjonariusz niemiecki, generalny gubernator i prezes Akademii Prawa Niemieckiego:

         Kościół zachowuje nadzwyczajną rezerwę. Ale to jest tylko metoda, która powtarza się ciągle w polskiej historii. Kościół pozostawał zawsze w rezerwie jako ostatni ośrodek polskiego nacjonalizmu, jak długo były jeszcze do dyspozycji inne ośrodki działania. Kościół jest dla umysłów polskich centralnym punktem zbornym, który promieniuje stale w milczeniu i spełnia przez to funkcję jakby wiecznego światła. Gdy wszystkie światła dla Polski zagasły, to wtedy zawsze była Święta z Częstochowy i Kościół. Nie należy nigdy o tym zapominać. […]. Katolicyzm nie jest bowiem w tym kraju żadnym wyznaniem, a tylko koniecznością życiową[3].

         Trzeba przyznać, że Hans Frank, zaczadzony obłąkańczą ideologią, co dziś z potrzeby nałożonej na sobie pokuty przyznaje jego już sędziwy syn, wydał trafną opinię o naszym Kościele. Słusznie stwierdził, że Kościół jest centrum życia narodu, promieniuje stale, ale gdy trzeba ‒ milczy. Przez to pełni funkcję wiecznego światła, które nigdy nie gaśnie. Jako instytucja wskazuje zawsze na Kogoś większego od siebie – na Boga, Pana wszechświata i historii.

         Podobnie jest z naszym pięknym kraśnickim kościołem, który wskazuje nam drogę do Boga. Dlatego „tulimy” się do niego jak dzieci do matki.

         Nie ulegajmy złudzeniu, że czasy, w jakich żyjemy, są inne, lepsze od tych, w jakich za prawdę zapłacił życiem tutejszy kapłan. To, że nie ma Urzędów Bezpieczeństwa i siepaczy gotowych do każdej zbrodni w majestacie zmajstrowanego i narzuconego Polsce sowieckiego systemu prawa, nie powinno uśpić naszej czujności. O wiele groźniejsi są ci, którzy nie tylko ciało, ale i duszę mogą zabić. Dzisiaj jest wielu takichw rządach, w parlamentach, na ulicy i na mównicy, a wciskają się nawet tam, gdzie powinna być głoszona Ewangelia. Dlatego osobakraśnickiego duszpasterza promieniuje heroizmem, niezłomnością i niewzruszoną wiarą. Ta piękna postać żyje w ludziach i jest naszą tarczą obronną przeciwko wrogowi, który czy w 1945 roku, czy dziś, czy jutro jest zawsze ten sam. On nigdy nie rezygnuje z przeciwstawiania się Bogu.

         Dlatego głośno wołam: Pan światłem i zbawieniem moim: kogóż mam się lękać? (Ps 27, 1). Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? (Rz 8, 31).

         Amen!


[1] Kazanie wygłoszone 10 marca 2019 r. w Kraśniku z racji 74. rocznicy śmierci ks. Stanisława Zielińskiego.

[2] K. Bownik, Kościół Świętego Ducha w Kraśniku i jego duszpasterze, Chełm 2017, s. 17.

[3] H. Frank, Dziennik, oprac. S. Piotrowski, Warszawa 1956, s. 147.

Kazanie wygłoszone 10 marca 2019 r. w Kraśniku z racji 74. rocznicy śmierci ks. Stanisława Zielińskiego przez ks. prof. Edwarda Walewandra